profilki

poniedziałek, 2 marca 2020

1 marca - Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”

Żołnierze wyklęci, żołnierze niezłomni, powstańcy antykomunistyczni - te określenia od kilku lat towarzyszą nam, szczególnie 1 marca. Tego dnia obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
Tak po latach oddajemy należny hołd tym, którzy nie pogodzili się z faktem, że powojenna Polska nie będzie krajem wolnym i niepodległym.
Za tę postawę z rąk komunistycznej władzy spotkały ich prześladowania, więzienie, często śmierć. Spotkała ich także infamia - przez niemal pół wieku publicznie nazywano ich bandytami. Dokładnie tak samo w latach wojny Niemcy określali polskie podziemie... „Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. (...) My walczymy za świętą sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę!" - pisał w 1946 r. mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka".

Dziś już nie bandyci, a żołnierze, już nie bandy, a oddziały, już nie hersztowie, a dowódcy. W wolnej Polsce pamiętajmy o tych, którzy tej wolności pragnęli.


***

Strażnicy Pamięci Ziemi Bychawskiej wzięli udział w Lubelskim Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych, który już po raz dziewiąty przeszedł ulicami Lublina. Wzięło w nim udział kilka tysięcy osób. Wydarzenie jest coroczną inicjatywą upamiętniającą polskich żołnierzy, którzy po II Wojnie Światowej nie złożyli broni i podjęli walkę z nowym okupantem.

Uczestnicy po godzinie 17 wyruszyli z placu Litewskiego, następnie deptakiem i przez Stare Miasto doszli na plac Zamkowy. Wydarzeniu towarzyszyło hasło: „Wspólnie oddajmy hołd niezłomnym Bohaterom!”.

Organizatorem IX Lubelskiego Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych był Społeczny Komitet Obchodów Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.































Zdjęcia dzięki:


Relacja na stronie Radia Lublin:

Relacja na stronie lublin112.pl:

Bychawa biegnie Tropem Wilczym

W Niedzielę 1 marca 2020 roku odbyła się III w Bychawie a VIII w kraju edycja Biegu Pamięci Żołnierzy Wyklętych „Tropem Wilczym” - największego biegu pamięci w Polsce.
Mimo niesprzyjającej pogody, uczestnicy dopisali niemalże w stu procentach.
Przed biegiem głos zabrał Burmistrz Bychawy - Janusz Urban.
Po ukończeniu biegu uczestnicy otrzymali pamiątkowe medale oraz rozlosowane zostały nagrody książkowe ufundowane przez Starostwo Powiatowe, Urząd Miejski w Bychawie oraz księgarnię Verko. Rozlosowano także dwie nagrody specjalne dla uczestnika i uczestniczki biegu w postaci pamiątkowych tablic ufundowanych przez panią Martę Krzyżak.






Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Fotorelacja na stronie http://bychawa.pl.

Fotorelacja na stronie http://zaraszow.pl.

piątek, 21 lutego 2020

List do czasopisma Szkoła Polska.

Ponad sto lat temu, nauczycielka z Bychawy napisała list do czasopisma Szkoła Polska, zdając relację z działalności szkoły w naszym mieście.
Kazimiera Pieńczykowska, bo tak się nazywała, była krewną księdza proboszcza, i jeszcze za czasów cara, w tajemnicy, uczyła na plebanii bychawskie dzieci zakazanych przedmiotów, tj. języka polskiego i historii Polski.
To właśnie w jej prowizorycznej szkole dzieci otrzymywały pierwsze lekcje patriotyzmu, tu mogły poznawać przeszłość swojego kraju, który zaborcy chcieli wymazać z map i pamięci ludzkiej. Szkoła na plebanii funkcjonowała w latach 1914-1915.
Gdy rosjanie zostali wyparci, nadeszła okupacja austriacka, o tyle lżejsza, że pozwolono utworzyć polską szkołę, gdzie nauka była w języku polskim, można było też uczyć historii Polski. Również w tej nowej, już bardziej polskiej szkole pani Kazimiera Pieńczykowska uczyła historii i języka polskiego, wpajając dzieciom poczucie patriotyzmu i miłość do ojczyzny.
A jeśli jesteście ciekawi co słychać w bychawskiej szkole sprzed ponad stu lat, zapraszam do lektury.

Nr. 8 „SZKOŁA POLSKA" Str. 17. 
KORESPONDENCYE 
BYCHAWA we wrześniu. 

Wybierałam się już od dłuższego czasu napisać parę słów o naszej Bychawskiej szkole. Przedstawia się ona nader okazale co do ilości dzieci: w zeszłym roku było ich 240 w zimie, a do 11-go czerwca dochodziło 110 dzieci! Niesłychana liczba w czerwcu. Jak u nas to nadzwyczajna, nawet w porównaniu z przeszłemi latami, gdyż dawniej już w kwietniu nie było ani jednego dziecka, ale chyba tylko zawdzięczając opieszałości rodziców, gdyż zeszłoroczna liczba pokazuje ile dzieci może jeszcze znaleźć czas na naukę, jeśli wywrze się specyalny nacisk na rodziców. O stosunku ich do szkoły chciałam właśnie nadmienić parę słów. 
Tu, między rodzicami, panowało ogólne przekonanie, "że cała ta nauka w szkole, to tylko zawracanie głowy, my nie uczyliśmy się i dobrze było, a teraz płać podatki i posyłaj dzieciaka z domu, kiedy robota w polu, zakołysać małego nie ma kto itd. itd." Szczególniej chodzi im o starsze dzieci, t.j. od 12-tu, 13-tu lat. Uważają, że jeśli taka dziewczynka lub chłopiec umie czytać i jako tako sklecić list do brata w wojsku albo w Ameryce, to dosyć. Już im więcej wiedzy nie trzeba. Takie zapatrywania właśnie tworzą młodzież bezmyślną i głupią. Nie pomagały żadne interwencye ani przekonania co do uczenia starszych. Dobrze jednak, że pod tą rubrykę nie wszystkich wciągnąć trzeba. Są wyjątki. W tym roku szczególniej daje się zauważyć wielki postęp w kierunku uznania potrzeby nauki. 
Pchają nam dzieciaki całą masą i już prawie li tylko ze szczerej chęci "przeucenia" dzieciaka, a nie pro antiquo modo. Jedna biedna wyrobnica ze dworu prosiła, aby pozwolić jej dziewczynce na zwłokę dwumiesięczną od przeznaczonego terminu rozpoczęcia lekcyi. Biedna kobieta zapewniała nas o swojej nędzy, i o tem że pomoc jej córki (12 lat), która jest już w służbie, jest niezbędną dla względnej gzystencyj. Zgodziliśmy się, ale pod warunkiem, że dziewczynka będzie musiała wypełnić to, czego nie nauczy się podczas swej nieobectości w szkole. Kobieta po chwili namysłu odrzekła: "a to niechta, odbiorę jq ze służby, niech jada dwa razy na dzień, ale niech się uczy, aby nie była taka ślepa, jak jej rodziec". 
To jest jeden przykład o którym wiemy, a ile to cichych dramatów odbywa się po chałupach i barakach folwarcznych, gdzie matka uszczupli w strawie i sobie, i mężowi, i młodszym dzieciom, aby dzieciaka chodzącego do szkoły "godnie" przybrać i kupić mu konieczne ksiażki. Jednem słowem idzie u nas na lepsze, lud garnie się do oświaty. Najlepiej odczuwamy to, patrząc jak dzieciaki po 7-ro, gnieżdżą się formalnie w ławce i salka średnich rozmiarów musi pomieścić od 70-ciu do 90-ciu dzieci. Broń Boże usunąć które z powodu braku miejsca: płacz ze strony matki i dziecka, prośby, czasem nawet lekkie impertynencye, i "dla świętego spokoju" ustępujemy, wprawdzie kosztem własnego zdrowia, bo oddychać powietrzem naszych pokoi szkolnych przez 9 miesięcy nie mógłby pierwszy lepszy profan. 
Odwrotna strona medalu pieczołowitości rodzicielskiej: z chwilą oddania dzieciaka do sokoły, ustaje wszelka troską i zainteresowanie się: co ono robi w szkole, jak się uczy, czy robi postępy, czy lekcye zadane odrabia, czy zawsze czyste idzie do szkoły itd. W pracy naszej ta właśnie bierność rodziców daje się nam bardzo we znaki; nieraz najusilniejsze starania nasze co do wyrugowania wad w dziecku, przestrzeganie używać brzydkich wyrazów i przekleństw, rozbija się o twardą skałę opieszałości rodzicielskiej i braku nadzoru nad dziećmi w domu. 
Szkoła powinna, między innemi, kształcić też i charakter dziecka, a spotykając się z wprost przeciwnemi głoszonym w szkole zasadom — jest bezsilna. 
W celu nawiązania ścisłego kontaktu rodziców ze szkołą, postanowiliśmy zapraszać ich co 3 lub 4 tygodnie na wspólne gawędy o wychowaniu dzieci. W tą niedzielę mamy właśnie takie pierwsze zebranie. Czy przyjdą, i jak przyjmą nasze przemówienie?... 
                                                                                                                                                                              Kazimiera Pińczykowska. 

niedziela, 2 lutego 2020

76. rocznica bitwy pod Marysinem

2 lutego 1944 r. cześć żołnierzy z oddziału 621 ds. zrzutów ppor. Aleksandra Sarkisowa "Szarugi", pod dowództwem pchor. Apolinarego Repsa ps. Żegota, wędrowała w kierunku Łęcznej, gdzie pod Kijanami wyznaczone było miejsce kolejnego zrzutu.
Ze względu na trudne warunki pogodowe i zmęczenie zatrzymali się w Marysinie na nocleg. Tam zaskoczyło ich niemieckie wojsko. Zaczęła się strzelanina, w wyniku której zginęło kilkunastu partyzantów, wielu zostało rannych, oddział musiał się wycofać.
Mieszkańcy Marysina zostali dotknięci represjami za udzielenie schronienia partyzantom.

 W 1991 roku w Marysinie odsłonięto obelisk upamiętniający tamte wydarzenia - na uroczystości byli obecni żołnierze "Szarugi" i sam Aleksander Sarkisow.

O godzinie 12.30 dnia 02.02.2020 w kościele parafialnym pod wezwaniem Świętego Stanisława Biskupa Męczennika przy ul. Zbożowej w Lublinie odprawiona została msza święta w intencji ofiar bitwy, uczniowie Szkoły Podstawowej w Snopkowie przygotowali cześć artystyczną.
Uczestnicy uroczystości udali się pod pomnik w Marysinie w celu złożenia wiązanek oraz zapalenia zniczy. Delegacje biorące udział: Poseł na Sejm RP ziemi lubelskiej Przemysław Czarnek z rodziną, przedstawiciele władz wojewódzkich, miasta Lublina, gminy Jastków, kombatantów, harcerzy, Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Związku Piłsudczyków, Związku Strzeleckiego, Związku Oficerów Rezerwy RP, Stowarzyszenia Odra-Niemen i inni..

Dziękujemy za zaproszenie.






















środa, 15 stycznia 2020

Wrześniowe lotnisko polowe w Woli Gałęzowskiej

Po zajęciu Czechosłowacji przez wojska niemieckie i utworzeniu Protektoratu Czech i Moraw w marcu 1939 r., czescy żołnierze i piloci, którzy nie pogodzili się z porażką, masowo przedostawali się przez nieuszczelnioną jeszcze granicę na terytorium Polski. Niektórzy przylatywali na pokładzie swoich samolotów, jak np. 7 czerwca 1939 r. - 8 lotników służących w 64 Eskadrze 3 Pułku Lotniczego w 4 samolotach. Większość czeskich pilotów i mechaników udała się do Francji, aby tam walczyć z Niemcami. Natomiast ok. 190 pozostało w Polsce. 1 sierpnia wcielono ich do polskich oddziałów i skierowano na przeszkolenie w Centrum Wyszkolenia Lotniczego Nr 1 w Dęblinie. Kilku Czechów przydzielono do Eskadry Ćwiczebnej Obserwatorów Szkoły Podchorążych Lotnictwa pod dowództwem kpt. pil. Jana Hryniewicza, w której zapoznawali się z typami samolotów używanymi w polskim lotnictwie. Po ogłoszeniu mobilizacji przez polski rząd w szeregi lotnictwa wcielono 93 lotników czechosłowackich, a dalszych 97 oczekiwało na przydział w ośrodkach w Bronowicach Małych koło Krakowa i Leśnej.

Czechosłowacka Eskadra Rozpoznawcza organizowała się 4 września na lotnisku polowym w Górze Puławskiej. Jej dowódcą mianowano kapitana sztabowego pilota Bohumila Liske. Oficerem łącznikowym został por. obs. Alfons A.S. Nowak z Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa nr 1. W czasie bombardowania lotniska dęblińskiego został ranny kpt. pil. Bohumil Liska. Ze względu na odniesione rany eskadrą faktycznie dowodził por. obs. A. Nowak. Eskadra oprócz zadań bliskiego rozpoznania wykonywała loty łącznikowe i kurierskie. Po uformowaniu się eskadry w jej składzie znalazło się ośmiu lotników: kpr. pil. Imrich Gablech, plut. mech. Frantisek Knotek, kpr. pil. Josef Kana, kpr. mech. Josef Rehak, kpr. pil. Josef Lazar i st. szer. Karol Walach , którzy przylecieli wcześniej na swych samolotach, oraz 13 przeszkolonych lotników: sierżanci piloci: J. Vekal, J. Mokrejs, V. Murcek, K. Richter, V. Smrcka, plutonowi piloci: J. Dobrovolny, D. Kestrel, Josef Frantisek, T. Motycka, M. Pavlovic, Z. Skarvada oraz kaprale piloci: J. Alenka, J. Vychnis.
Stan eskadry wynosił około 60 osób personelu latającego oraz odpowiednią liczbę członków obsługi naziemnej. Eskadrze przydzielono dziesięć samolotów liniowych Potez XXV-A2 i trzy szkolno-turystyczne RWD-8.


Kolejne miejsca lądowania części eskadry to lądowisko położone między wsiami Kierz i Zagórze obok Bełżyc. Na nim, po przymusowym lądowaniu z braku benzyny, w nocy spędzonej przy samolocie, 8 września zginął plut. obs. Vaclav Pesicka, omyłkowo zastrzelony przez policjanta przekonanego, że strzela do niemieckiego spadochroniarza. 
Rozkaz przełożonych z 7 września spowodował przemieszczenie eskadry na lądowisko w Woli Gałęzowskiej na południe od Bychawy. Z niego prawie przez sześć dni piloci i obserwatorzy wykonywali zadania rozpoznania wojsk niemieckich na korzyść Armii „Lublin” i 10 Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej pułkownika Stefana Roweckiego oraz dostarczali rozkazy do jednostek i związków taktycznych.
Intensywność działań bojowych spowodowała dużą niesprawność samolotów. Porucznik Nowak meldował o utrudnieniach kpt. dypl. Ryszardowi Referowskiemu, który wysłał na lądowisko dwudziestoosobowy zespół techniczny. 
Ppor. tech. Tadeusz Hajduczek, dowódca grupy technicznej, po usprawnieniu maszyn 11 i 12 września dostał kolejne zadanie przemieszczenia się na lądowisko Wojnica położone blisko Włodzimierza Wołyńskiego. Udało mu się dotrzeć tylko w okolice Zamościa i został zmuszony zawrócić w stronę Piask Luterskich. 
Eskadra z grupą techniczną nigdy więcej się nie spotkały. 
Strategiczne położenie wojsk polskich znacznie się pogorszyło, gdy wojska niemieckie przekroczyły środkową Wisłę. Intensywne działanie lotnictwa niemieckiego stworzyło silne zagrożenie dla eskadry. 
Sytuacja ta spowodowała, że wieczorem 12 września por. obs. A. Nowak otrzymał rozkaz jej przemieszczenia na kolejne lądowisko – Kiwerce koło Kowla. 


Start nastąpił o 4.30 w nocy w gęstej mgle samolotami nieprzystosowanymi do lotów w takich warunkach. Nic więc dziwnego, że w jego trakcie załogi pogubiły się; jedni lądowali przymusowo, uszkadzając trzy samoloty, inni na lotniskach polowych w Postupelu, Wydrzyńcach, Łucku i Krymnie. Na szczęście nikt nie zginął. 

Podczas podchodzenia do lądowania samolot Potez XXV w Łucku, pilotowany przez sierż. pil. Vilema Murcka, został ostrzelany przez naszą OPL. Pilot lekko rany wylądował na lotnisku. 
Por. obs. A. Nowak wraz z st. sierż. Ladislavem Bobkiem wylądowali w pobliżu stacji kolejowej obok Krymna. Z miejscowości tej porucznik Nowak wyjechał pociągiem do Kowla po dalsze rozkazy. Po powrocie załogi trzech uszkodzonych samolotów wysłał pociągiem do Kowla. 
15 września, gdy warunki atmosferyczne poprawiły się, por. A. Nowak wraz z pilotem L. Bobkiem samolotem Potez XXV przelecieli na lotnisko Kiwierce w pobliżu Kowla, gdzie w Komendzie Garnizonu st. sierż. Ladislav Bobek otrzymał zaświadczenie o służbie w lotnictwie polskim. 
Kilka sprawnych samolotów eskadry wykonało wiele wylotów rozpoznawczych na rzecz dowódcy obrony Łucka gen. bryg. Piotra Skuratowicza, któremu eskadra została podporządkowana. 
17 września przeleciała ona na lotnisko polowe pod Tarnopolem. 21 września podczas przymusowego lądowania został ranny porucznik Josef Schnal. 
Tymczasem Armia Czerwona zablokowała drogi do Rumunii, a piloci czechosłowaccy nie zamierzali wojować z Rosjanami. 22 września 1939 roku Czechosłowacka Eskadra Rozpoznawcza zakończyła swe działania bojowe w Tarnopolu i została internowana przez Rosjan. 
Kilku pilotów polskich i część personelu technicznego, wraz z por. obs. A. Nowakiem, podjęło decyzję, aby przedostać się do Rumunii.

Samoloty nie posiadały uzbrojenia, więc zdarzało się że zabierano na pokład granaty, i zrzucając je atakowano pozycje wroga.
Eskadra w okresie swego istnienia od 4 do 22 września wykonała około 400 lotów bojowych na rzecz wojsk polskich.
Po internowaniu w Rumuni, większość Czechów przedostała się na zachód, aby kontynuować walkę. 
Plutonowy Josef Frantisek walczył póżniej w polskim Dywizjonie 303 w Bitwie o Anglię.
Dzięki swojej skuteczności w walce kilkakrotnie otrzymał propozycję przejścia z Dywizjonu 303 do jednego z czechosłowackich dywizjonów lotniczych działających na terenie Wielkiej Brytanii. František konsekwentnie odmawiał jednak, odpowiadając, że jest Polakiem.


wtorek, 3 grudnia 2019

Mieszkańcy Bychawy i okolic w armii carskiej.

Na stronie Lubelskiego Towarzystwa Genealogicznego (http://poborowi.ltg.pl/baza-rekrutow/) znajduje się lista rekrutów do armii carskiej.

Znalazłam tam całkiem sporo rekordów z naszej okolicy, które prezentuję poniżej.

Ja osobiście szukam tam pradziadka i wuja prababci, jak dotąd bez skutku, ale jeszcze nie wszystkie spisy są zdigitalizowane, więc nie tracę nadziei. Warto tam co jakiś czas zaglądać, pojawiają się nowe wpisy.
Celem wprowadzenia, krótki opis jak wyglądał pobór za cara:

Pobór w Rosji odbywał się na podstawie ukazów cara Piotra I zapoczątkowanych w 1700 roku a zakończonych w 1705 ustawą o poborze. W wyniku tych reform dokonano całkowitej reorganizacji rosyjskiej armii. System ten istniał aż do drugiej połowy XIXw. Wzorował się on na polskim systemie wypraw dymowych oraz szwedzkim indelningsververket - czyli tak zwanym selektywnym powszechnym poborze. W Polsce obowiązywał on tylko poddanych dóbr królewskich, w Szwecji całości mieszkańców. W Rosji ustawa z 1705 roku określała, że szeregi armii będą uzupełniane przez rekrutów wydzielanych na zasadzie powołania zależnie od potrzeby po jednym z 10 - 20 zagród chłopskich. Wcielani oni byli do piechoty, dragonii i częściowo jazdy regularnej początkowo - później objęto to całość regularnych sił zbrojnych.
Kadrę dowódczą, przynajmniej tę z niższego szczebla tworzono ze szlachty, szkolonej w szkołach utworzonych przez Piotra I.
W przeciwieństwie do systemu polskiego był on:
    1) wyłącznym systemem uzupełniania wojsk regularnych, obowiązującym stale;
    2) żołnierz powoływany był do służby dożywotniej;
    3) koszty jego wyposażenia i utrzymania ponosiło państwo.
Na miejsce żołnierza zabitego, zmarłego lub zbiega (dezertera) dana liczba zagród, z której go wybrano, obowiązana była dostarczyć następnego rekruta.
Rekrutów gromadzono w partie i stawiano przed specjalną komisją. Pobory ogłaszała rada senatu, nieraz kilkakrotnie w ciągu roku.
Służbę wojskowa z dożywotniej na 25 letnią zmieniono w 1793 roku. Oprócz poborów związanych z określoną ilością dymów (gospodarstw), prowadzono pobory związane z ilością mieszkańców tzw. "dusz".
To też często zdarzało się, że w ramach potrzeb przeprowadzano pobór 2, 4, 8 ludzi z każdych np. 500 dusz. W 1831 roku ustawą wprowadzono możliwość zwolnienia żołnierza po 15 latach "nieskazitelnej służby", ale rzadko stosowano to w praktyce.
Generalnie pobór przebiegał następująco: Powinien obejmować wszystkich mieszkańców dóbr zarówno państwowych jak i prywatnych. Przy czym szlachta, kupcy, inteligencja, mieszczaństwo byli w zależności od okresu bądź całkowicie z niego zwolnieni, bądź też dawali zastępców. W zależności od poboru szlachta w swoich dobrach, władze gminne w państwowych wyznaczały dowolnie rekrutów spośród mieszkańców płci męskiej w wieku od 20 do 35 lat, zabierały ich przemocą i stawiały przed komisją poborową, która badała ich przydatność pod względem zdrowotnym.
Służba trwała lat 25, a człowiek opuszczał swoją wieś z reguły na zawsze. Szlachta nie chciała się zgodzić na skrócenie służby, ponieważ odrywałoby to jej poddanych od pracy na roli w najbardziej produktywnym młodym wieku.
Cały ten proceder był powszechnie znienawidzony, a prowadzony zbyt często powodował bunty chłopskie. Dlatego prowadzono go nie periodycznie (dotyczy to XIX wieku), ale dopiero wtedy, gdy braki w oddziałach w wyniku śmiertelności czy też dezercji stawały się zbyt wielkie. A ile one wynosiły? Rosyjskie dane podają, że w wyniku poboru z dnia 19 lutego 1831 roku rozpisanego na pobór 2 rekrutów z 500 dusz, wyniósł on 48 tys. poborowych. 
W 1831 roku ustawą poborową podzielono kraj na dwie części wschodnia i zachodnią. Pobory zaczęto przeprowadzać naprzemiennie w zachodniej i wschodniej części. W "zwykłe lata" pobór obejmował do 7 rekrutów z 1000 mieszkańców, w lata "wzmocnione" od 7 do 10 osób, natomiast w lata "nadzwyczajne" (wojny) powyżej 10 osób z 1000 obywateli. Przy ówczesnym ludzkim rezerwuarze Rosji 6,5 miliona poborowych pobory roczne wynosiły około 45 000 ludzi rocznie w zwykłe lata i ponad 65 000 w lata nadzwyczajne.
Okres służby wojskowej od 1834 roku został skrócony z 25 lat do 20 lata (w gwardii z 22 do 20 lat), po zakończeniu, których żołnierze byli zwalniani na 5 lat w "бессрочный отпуск". 
Ci żołnierze ponownie mogli być powoływani w przypadku najwyższej konieczności. Od 1839 roku służba wynosiła 19 lat. Od 1854 roku służba wynosiła 15 lat.
W 1859 r. ukazała się Ustawa o powinności zaciągowej, która precyzowała wszelkie obowiązki administracji cywilnej wszystkich szczebli i wojskowych służb wyspecjalizowanych związane ze spisem i poborem. Ustawa bardzo dokładnie określała zasady przebiegu losowania, dbała by do wojska wcielani byli wyłącznie mężczyźni, którzy nie założyli rodziny, rozszerzała instytucje zastępstwa przez wprowadzenie zastępstwa rządowego oraz dawała możliwość wykupu. Ustawa wyłączała od poboru szlachtę rosyjską osiedloną w Królestwie po 1836 r., polską szlachtę dziedziczną, która nabyła szlachectwo na podstawie ukazu z 1836 r., szlachtę dziedziczną dawniejszą, przez 10 lat pełniącą służbę cywilną, duchownych wszystkich wyznań, służbę kościelną przy cerkwiach, cudzoziemców, mennonitów i braci morawskich oraz żydów, którzy przyjęli religię chrześcijańską przed ogłoszeniem poboru.
Zwolnienie od poboru na czas pełnienia funkcji bądź pracy zawodowej przysługiwało m.in. urzędnikom, lekarzom, przedstawicielom wolnych zawodów, a także rabinom zatwierdzanym przez rząd oraz żydom-rolnikom.
Wydawane w następnych latach manifesty carskie w zasadzie podtrzymywały postanowienia ustawy z tą zmianą, iż całkowity wykup od służby wojskowej można było uzyskać wpłacając do kasy gubernialnej kwotę 1 tys. rubli. W 1874 r. ustawą z 13 stycznia wojsko carskie zostało zreformowane, wprowadzono powszechny obowiązek służby wojskowej niezależnie od stanu i wyznania.
Zostali nim objęci wszyscy mężczyźni, którzy ukończyli 21 lat. Służba trwała w wojskach lądowych sześć lat, a w marynarce siedem, zwolnieni od niej byli jedynacy, pracownicy kolei oraz synowie, których ojciec zginął w walkach z powstańcami w okresie powstania styczniowego.
Ponieważ liczba poborowych nawet po zwolnieniach była większa niż potrzeby armii, dlatego organizowano losowanie i do wojska szli tylko ci, którzy wyciągnęli los.
W latach 1832-1873 do wojska rosyjskiego wcielono blisko 309 tys. poborowych z Królestwa Polskiego, z których ok. 75% zmarło. Tak wysoka śmiertelność wynikała przede wszystkim z powodu fatalnych warunków służby. Z kolei ok. 13% pozostało w Rosji, a tylko 12% wróciło do kraju.